Filmowy skansen

Ob.sesja / Justyna BorekDodaj komentarz: 0
Nr 4(32)/2016, 4 grudnia 2016

"Wołyń" w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego to jeden z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych tegorocznych polskich filmów. Spostrzegawczy widzowie z pewnością zauważyli, iż w produkcji zostały wykorzystane ujęcia przedstawiające sanockie Muzeum Budownictwa Ludowego. Nie jest to pierwszy obraz, w którym mogliśmy oglądać rodzimy Skansen.

Park etnograficzny, który powstał w 1958 roku i reprezentuje kulturę duchową i materialną dawnych mieszkańców południowo-wschodniej Polski, jest idealnym tłem dla wielu produkcji o tematyce historycznej. Ekipa filmowa „Wołynia” pojawiła się w Skansenie wczesnym rankiem 2 października 2014 roku około godziny 6, zdjęcia do produkcji zakończono o 22. W tym czasie nakręcone zostały trzy sceny: symboliczny „pogrzeb Polski”, poświęcenie broni podczas ukraińskiej mszy i kazanie nawołujące do miłości bliźniego. Na ten czas ze zwiedzania wyłączono łemkowską cerkiew z Ropek wraz z terenem dookoła niej oraz bojkowską świątynię pochodzącą ze wsi Grąziowa.

Pracownicy muzeum przygotowania rozpoczęli dzień wcześniej, gdyż to do nich należało wykopanie dołu, który został wykorzystany później w scenie „pochówku Polski”. Użyto do tego koparki, jednak tuż przed przyjazdem ekipy filmowej zdano sobie sprawę, że ślady gąsienic zupełnie nie pasują do realiów tamtych czasów… Niedopatrzenie szybko poprawiono, zakrywając kompromitujące ślady.

Kolejne niedociągnięcia wyszły na jaw podczas próby odśpiewania hymnu Ukrainy. OKazłao się, że aktorzy - nie tylko polscy, ale i ukraińscy – nie popisali się znajomością kluczowego utworu. Tekst został powielony w budynku kasy muzeum, a naukę śpiewu zorganizowano w remizie z Golcowej, która zdołała pomieścić liczną grupę. Dochodzący z budynku ukraiński hymn budził żywe zainteresowanie zwiedzających Skansen turystów.

Udział w produkcji przypadł nie tylko zawodowym aktorom, ale również sanoczanom, którzy mieli okazję zostać statystami podczas dwóch zorganizowanych na terenie miasta castingów. Doskonałymi odtwórcami ukraińskich chłopów okazali się panowie, którzy na co dzień zajmują się spożywaniem napoi wysokoprocentowych na przysklepowych ławeczkach. Właściwie nie wymagali większej charakteryzacji. Mimo debiutu, bardzo szybko odnaleźli się na planie filmowym. Nie ukrywali jednak zdziwienia i znużenia, kiedy scena trwająca w filmie kilka sekund powtarzana była przez reżysera przez kilka godzin.

Wiązało się to z perfekcjonizmem Smarzowskiego, o którym wspominają muzealnicy. – Cały plan filmowy sprawiał wrażenie ogromnego chaosu, dopóki nie nastąpił pierwszy klaps i nie padły słowa: cisza na planie! Wówczas zarówno aktorzy, jak i osoby zajmujące się produkcją zamieniały się w jedną, idealnie zgraną maszynę – opowiada Marcin Krowiak, pracownik Działu Promocyjno-Oświatowego MBL. – Nie było tam miejsca na przypadkowość, każdy gest musiał zostać odegrany idealnie. Taki miał być prawosławny znak krzyża czy sposób, w jaki grupa klęka. Aktorów czekało krótkie przeszkolenie i wiele powtórzeń, tak aby finalny efekt pokrywał się w stu procentach z wizją reżysera.

Najbardziej rozbudowana scena nakręcona w sanockim Skansenie to „pogrzeb Polski”. We wnętrzu cerkwi z Ropek odegrano natomiast moment poświęcenia broni. Scena wywołuje kontrowersje wśród historyków, którzy dyskutują nad tym, czy wydarzenia tego typu rzeczywiście miały miejsce. Filmowcy pojawili się również w cerkwi z Grąziowej ulokowanej w sektorze bojkowskim. Tam, w otoczeniu osiemnastowiecznych ikon, filmowy kapłan apeluje do swych parafian o zachowanie przykazania miłości do bliźniego.

Realizacja filmu wiązała się nie tylko z zaangażowaniem filmowców, ale i pracowników Skansenu oraz straży pożarnej. Kłęby dymu, tworzące na ekranie efekt tajemniczości i mistycyzmu podczas kręcenia sceny greckokatolickiej mszy nieustannie uruchamiały alarm przeciwpożarowy. Niezbędne zabezpieczenia musiały zostać wyłączone na pewien czas, co podwoiło czujność muzealników oraz straży pożarnej.

Nie tylko zresztą „Wołyń” wywołał takie zamieszanie w Skansenie. Pracownicy wspominają o stresie, jaki przysporzyła kręcona tu scena „Syberiady polskiej”, w której rodzina zostaje nocą wypędzona przez wojsko sowieckie. Podczas gdy aktorzy niemalże „wymachiwali” pochodniami pod strzechą chaty, poza kadrem oczekiwała straż pożarna, z rozciągniętymi wężami i gotowa do akcji.

Podczas zdjęć do filmu obie grupy nie przestają być w pracy – filmowcy szukają dobrego kadru, muzealnicy przede wszystkim dbają o dobro eksponatów. Zaskoczeniem była postawa studentów Monachijskiej Akademii Filmowej, którzy w zimie 2014 roku przyjechali do Sanoka, by nakręcić sceny do filmu „Höre die Stille”. Na spotkanie z przedstawicielami muzeum przygotowali scenariusz, w którym zaznaczono sceny mogące nieść jakiekolwiek zagrożenie dla obiektu. Z uśmiechem wspominany jest fakt, iż padła nawet propozycja zabezpieczenia gąbką drzewa, na którym miała być zainscenizowana scena egzekucji. Oczywiście po to, by nie ucierpiała żadna gałąź. Zazwyczaj jednak pochłonięci swoją wizją reżyserzy nie przykładają tak dużej uwagi do bezpieczeństwa ekspozycji, pojawiają się pomysły mrożące krew w żyłach muzealników, jak… wycięcie dodatkowych drzwi w zabytkowej chacie.

Warto wspomnieć o wpływie, jaki mają filmowe produkcje na ruch turystyczny w Muzeum Budownictwa Ludowego. Zwiedzający często są zainteresowani filmową historią Skansenu, a fakt, że kręcono tu znane obrazy, staje się dodatkową atrakcją. Anegdotka krążąca wśród skansenowskich przewodników opowiada o turystach zwiedzających muzeum tuż po zdjęciach do serialu „1920. Wojna i miłość”, którzy z zachwytem wpatrywali się w ślady „krwi” Jakuba Wesołowskiego na podłodze cerkwi, nie zwracając zupełnie uwagi na otaczające ich eksponaty. Plejada znanych aktorów, którzy pojawili się w muzeum, jest znacznie większa. Danuta Stenka, Ewa Błaszczyk, Bogusław Linda i Przemysław Gintrowski grający w serialu „Crimen” (1988), Urszula Grabowska, Lech Dyblik w „Syberiadzie polskiej” (2010) czy Kazimierz Kaczor w filmie „Chłopski Skarga” (2015).

Również zagraniczni filmowcy zainteresowali się naszym parkiem etnograficznym. Jego potencjał dostrzegli Węgrzy – w 1988 nakręcili sceny do filmu „Tutasojok” (Flisacy). Kolejną międzynarodową współpracą była realizacja „Wiosny 1941”, produkcji współtworzonej przez izraelskiego reżysera w 2008 roku.

Parę tygodni temu w MBL-u znów pojawiły się kamery. Tym razem Skansen stał się bohaterem programu prowadzonego przez Tomasza Bednarka „Zakochaj się w Polsce”. Odcinek nakręcony w Sanoku będzie można zobaczyć na antenie TVP1 w marcu 2017 roku.

Z pewnością jeszcze niejeden reżyser skorzysta z gotowych plenerów filmowych, jakie oferuje to magiczne miejsce. 

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: brak

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.

 

Dodaj komentarz

X
Reklama

Najnowsze wiadomości

W Jarosławiu pochowano Stanisławę…

20:30, 25 maja 2017, O tym się mówi
Na cmentarzu w Jarosławiu odbył się w czwartek pogrzeb Stanisławy Śledziejowskiej-Osiczko,…

Maciej Kot: Miałem szczęście, że…

17:00, 25 maja 2017, Sport
Miałem szczęście, że urodziłem się w wolnej Polsce - powiedział PAP skoczek narciarski…

Niemiecki minister finansów: "To…

16:45, 25 maja 2017, Świat
Minister finansów Niemiec Wolfgang Schaeuble przekazał w radiu Deutschlandfunk, że jego…

Po zamachu w Manchesterze Ariana Grande…

15:45, 25 maja 2017, Świat
Menedżer amerykańskiej piosenkarki Ariany Grande poinformował wczoraj o zawieszeniu jej…

Reklama