Menu

Bolt, "złoty chłopiec" z Jamajki, kontuzją zakończył karierę

Bolt,
Do "złotego chłopca" podjechały służby medyczne, pojawił się wózek inwalidzki. (Fot. Getty Images)
Dziewiętnaście medali największych imprez z najcenniejszego kruszcu. Usain Bolt, prawdziwie "złoty chłopiec" z Jamajki, jeden z najlepszych sprinterów w historii i największych showmanów zarazem, dzisiaj w Londynie, kontuzjowany na ostatniej zmianie sztafety zszedł z lekkoatletycznej sceny.

Po mistrzostwach świata w Londynie na lekkoatletycznej scenie pozostanie pustka. Trudna do wypełnienia. Bo Bolt to nie tylko "czasy", ale osobowość.

Nie zmieniła tego nawet porażka na 100 m w ostatnim indywidualnym występie na wielkiej imprezie. Wielki mistrz nie był w najwyższej formie, rywale do końca nie mogli uwierzyć, że można go pokonać. W finale został na starcie i nie dogonił nie tylko banity Gatlina, ale i jego rodaka Christiana Colemana.

Takie rozstrzygnięcie bardziej nie spodobało się publiczności niż Boltowi. "Pogratulował mi, a pierwszą rzeczą, którą mi powiedział było, że nie zasłużyłem na buczenie i gwizdy kibiców" - przyznał Gatlin i dodał: "To wciąż jego wieczór".

Wspólnie z kolegami z jamajskiej drużyny chciał dzisiaj zakończyć karierę złotem mistrzostw świata w sztafecie 4x100 m. Usain Bolt odebrał pałeczkę od Yohana Blake'a, przełożył ją do prawej dłoni, ruszył i ... doznał kontuzji. Nie żegnał kibiców radosnymi gestami, tylko grymasem bólu na twarzy. Widzowie patrzyli na niego, zakrywając twarze. Szok mieszał się z niedowierzaniem. Jamajczyk próbował skakać na jednej nodze, aż padł na bieżnię.

Do "złotego chłopca" podjechały służby medyczne, pojawił się wózek inwalidzki. Odmówił jednak pomocy, nie chciał się żegnać ze sportowym światem takim obrazkiem.

Złoty medal wywalczyli Brytyjczycy w składzie: Chijindu Ujah, Adam Gemili, Daniel Talbot, Nethaneel Mitchell-Blake. Srebro zdobyli Amerykanie - 37,52, a brąz Japończycy - 38,04.